Miejsca

Hiszpania 1808-1812

Haiti 1802-1804

Francja 1808-1812

Hiszpania 1808-1812

Któż nas może przecież za to winować, żeśmy powinność naszą pełnili w nadziei, że z walki nowego świtającego świata ze sta­rym świętość naszej sprawy uznaną zostanie, że niszcząc starą budowę społeczeństwa, zniszczemy i zasady na któ­rych spoczywała, a które bezkarnie na morderstwo nasze zezwoliły. Ten to tylko a nie inny był powód naszego zapału w walce z tylu narodami jak n. p. Hiszpanami, którzy mimo, że w świętej sprawie, bo w sprawie swej samodzielności walczyli, zawsze bronili zasad na których ich państwo spoczywało.

Madryt

W parę dni po przybyciu do Madrytu, gdy pułk stał uszykowany na jednym z placów miej­skich, przystąpił przed front jakiś człowiek, ubrany jak Figaro z Beaumarchais’go komedyi i zawołał po polsku: „witam was obywatele Polacy!“ Zwał on się, jak się zaraz dowiedziano, Szulc, był ro­dem z Kurlandyi, służył pod Kościuszką; po róż­nych przygodach znalazł się aż w Madrycie.

Murcja

Poszliśmy także raz z Tawerny do Lorki i do Murcji. W tern ostatniem mieście zastaliśmy hiszpańskie armaty dwie wałowe i ogromną moc ładunków. Dostaliśmy rozkaz, aby armaty zagwoździć i z wałów pozrzucać, cośmy też uczynili.

Tabernas

Z Santofe wróciliśmy do Tawerny. Tu kazano mi wziąć kilku żołnierzy i szukać drzewa na opał. Pod miastem był lasek oliwny; pobiegliśmy więc czemprędzej do niego i zaczęliśmy rąbać drzewo oliwne. W term przychodzi jakiś mieszczanin i mówi:

— Moi żołnierze, nie róbcie mi krzywdy! Ten lasek jest mój; szkoda marnować tak piękne i pożyteczne drzewiątka.

Ocaña

Ustąpiliśmy przeto na prawo, może z ćwierć mili od tej cytadeli, pod miasto Okanią. Na obszernem polu rozłożyli­śmy się, a było nas wszystkich podobno do pięćdziesiąt tysięcy chło­pa. Hiszpanów zaś miało być jeszcze więcej.

Almonacid de Toledo

Dnia 11 sierpnia o świcie, zbliżono się pod Almonacid, miejsce nieśmiertelnej chwały dla pol­skich wojowników. Zatrzymano się przed fron­tem linii hiszpańskiej, w lasku oliwnym i spie­sznie szykowano do boju.

Santa Fe

Pod tem miastem, żeby się zaopatrzyć w mięso, zajęto raz na patrolu w górach czterysta ładnych owiec i tyleż kóz. Tę trzodę mu­sieli chłopy paść po górach, a my z bronią nabitą chodziliśmy za nimi. Na noc przypędzano stado do miasta, na podwórze ogrodzone.

Tortosa

Tortoza nakoniec po różnych sporach i per- traktacyach poddała się d. 2-go stycznia 1811 r. Pół roku trwało oblężenie, które kosztowało Le­gią Nadwiślańską, bardzo wiele drogiej polskiej krwi.

Consuegra

Lubośmy w Mansaneres wielkie założyli sobie magazyny, jedna­kowoż musieliśmy się cofnąć pod Conswegrę, bojąc się Hiszpanów. Pobiliśmy ich znowu, i pod Conswegrą rozłożyliśmy obóz.

Burgos

Miasto Burgos poczęto szturmować równo z wschodem słońca, a my przyciągnęliśmy na su­kurs o godzinie 5 z rana. Mgła była wielka, ani naszej, ani nieprzyjacielskiej liniji, ani nawet miasta nie widno było; jedynie tylko cytadelle leżącą, nad tem miastem na górze słońce oświecało.

Kadyks

Daremnie Francya tak ogromne bomby do­ stawiała, że jedne dwoma końmi wieziono; te po dziś dzień w okolicach Kadyxu na różnych miej­ scach porozrzucane muszą spoczywać.

Saragossa

starożytna stolica Arragonii liczyła 50 tysięcy mieszkańców, kilka tysięcy żołnierzy i po­wstańców z okolic pod naczelnym ‘dowództwem Palafoxa. Nie tu miejsce opisywać Saragossę, w której każdy kamień nieomal zlany jest krwią polską; dość wspomnieć, że było to miasto na wskroś średniowieczne.

Somosierra

Cesarz z was zadowolony, waleczni Po­lacy! to świetne natarcie uważa za najśmielszy krok, jaki kiedykolwiek konnica wykonała, mianuje was starą gwardją i przeznacza miej­sce waszemu pułkowi na prawem skrzydle ca­łej kawalerji gwardyjskiej. „Niech żyje cesarz!" rozległ się głos w szeregach polskich, — „Niech żyją waleczni Polacy!"

Grenada

Z pod Antekery poszliśmy do Granady. Tu kompletowano bataljony. Nasza też kompanja dostała dość rekrutów od cesarza. Potem robiliśmy Józefowi Napoleonowi wielką paradę, tak że nawet Hiszpa­nie wołali: Vive Josef Primero! Ale cóż to znaczyło, kiedy w duszy myśleli tylko, jakby nas wszystkich razem z Józefem, albo przynajmniej którego z nas zamordować.

Malaga

O milę od Malagi, dnia 8 lutego 1810 roku rozłożyła się armia franko-polska w cytrynowych i pomarańczowych gajach. Ztąd widziano jak przed miastem szykowała się garść inwalidów hiszpańskich, zbieraniny wszelkiego rodzaju,jezdców w roz­ maitych strojach i błyszczało pod słońce jede­naście armat śpiżowych.

Baza

Nasz korpusik pod dowództwem gienerała Perimont, przeszło przez rok cały konsystował wmieście Baza, pomimo te­ go nieustanne wyprawy za ściganiem partyzantów, za sprowadzaniem żywności, pieniężnych kontrybucyj, i tym podobnych potrzeb dla wojska, nie dozwalały nam spo­kojnego odpoczynku, po tylu doznanych trudach wojen­nych.

Vitoria

Były tam dwa szwadrony pułku gwardji polskich ułanów, przeznaczone do tylnej straży korpusu marszałka Bessiera, który po odebra­nej wiadomości o opuszczeniu Madrytu przez króla Józefa, z korpusem swoim z nadgranicy portugalskiej cofnął się do prowincyj Biskaj­skich. Tam osadziwszy bitnym żołnierzem warowne wąwozy, oczekiwał spokojnie po ciężkim boju i trudach obozowych przybycia Napoleona.

Irun

Przeszliśmy granice Francyi i przymaszerowaliśmy już późno wieczór do miasta pierwszego hiszpań­skiego Irun, gdzieśmy się rozjechali po domach na kwatery. Już przy świetle otwerali nam domy, rozmówić się z nimi niemogliśmy, a Hiszpany prócz swego języka innego nie znali, więc tylko na migi pokazywaliśmy, czego nam potrzeba było, tak jak głuchoniemi rozmawialiśmy. Zawołaliśmy, wina!

Walencja

W czasie już tylokrotnie przez nas wspo­mnianego oblężenia Walencyi, gdy Hiszpanie ze wszystkich redut sypali ogień na oblegających, jeden z młodszych oficerów, opowiada naoczny świadek, chcąc okazać że gardzi niebezpieczeń­stwem, stanął sobie z założonemi rękami na szańcu zewnętrznym. Za jego przykładem poszedł zaraz drugi, trzeci, nareszcie znaleźli się na stoku porucznicy: Dobrzycki, Piątkowski, Sorawski, Brandt, Kupść, Niedzielski i jeszcze kilku i rozpo­częli pogadankę.

Miranda de Ebro

Gdy to Massena sam obejrzał, zaraz dał wyrok swój, aby aresztowa­ne osoby uwolnić, a tych dwóch winowajców wśród placu powiesić; ciała zaś zamordowanych wewnątrz Kościoła przed wielkim ołtarzem pogrzebać, a żony ich morderców do więzienia wsadzić aż do dalszego wyroku. To natychmiast wykonanem zostało i ru­szyliśmy dalej.

Fuengierala

Kapitanowi Młokosiewiczowi oddane było do­wództwo w małej fortecy Fuengierala, nad morzem między Malagą a Mirabellą leżącej. Dwa linijowe okręta i 20 statków przewozowych z trzema tysią­cami Anglików i Hiszpanów, któremi komenderował jakiś lord generał, przypuściło szturm do tej forte­cy, bronionej przez 150 dzielnych Polaków.

Santo Domingo de la Calzada

Święty, po powrocie z Ameryki z wyspy Saint-Domingo był proboszczem w tem sa­mem mieście. Dom mieszkania jego murowany, po dziś dzień stoi i najlepiej utrzymany, a niewolnonikomu w nim mieszkać. Każdego tygodnia w pią­tek dom ten otwierają i odwiedzają go pobożnie mieszkańcy, zaś dla podróżnych przejeżdżających w każdym czasie wolny tam wstęp, byłem i ja tam kilkakrotnie.

Ezcaray

Razu jednego gdy z po­między gór generał hiszpański Amur za winem i chlebem, oraz suknem na umundurowanie potrze­bnym przybył do miasta Esquaray zwanego, o godzin dwie od Santo Dominico, które leżało ściśnięte naokoło górami wysokiemi i skalistemi i wysłał re­konesans do nas tak śmiały i odważny, że co dzień o godzinie 4 z rana odważali się strzelać do warty stojącej w bramie, której było po kilkadziesiąt. 

Épila

Oczywiście rzeczą konieczną, naglącą nieomal było, wyparcie z tamtąd Palafoxa i przywrócenie komunikacyi. W tym celu jenerał Lefebre rozkazał Chłopickiemu wyruszyć do Epila na czele pierwszego pułku piechoty nadwiślańskiej, batalionu 15-go pułku francuskiego, pułku lansyerów i pięćdzie­sięciu koni bardzo podejrzanej jazdy hiszpańskiej i jednego działa, i rozpędzić powstańców.

Medina de Rioseco

Przeszedłszy Pireneje nie­pokojony on był w górach przez bandy gierylasów i odpocząwszy sobie w Burgos, ruszył do Rioseco. Tutaj wraz z szaserami i Mamelukami gwardyi, uderzył on na sławny pułk dragonów królowej hiszpańskiej (de la Reyna) i rozbił ich doszczętnie. Pierwszy ten krwawy chrzest szwadronu przynosi mu zaszczyt. W szarży tej Joa­chim Hempel wpadł na działa z kilku żołnie­rzami i zrąbany szablami dostał się wraz z Go­łębiowskim do niewoli.

Toledo

Jest to najstarożytniejsze i największe miasto w starej Kastylji, odebrane było Maurom za króla Alfonsa V w 1085 roku. Miasto leży na wyniosłości nad rzeką Tagiem otoczoną na około stromemi i spadzistemi skałami. Rzeka Tag podpływa pod samą bramę Madrycką i krążąc na około przepływa pod tąż samą bramę z drugiój strony, z tego dopiero miejsca odchodząc dalej, tak że tylko przez bramę suchą nogą można przejść do miasta.

La Albuera

W Albauera zaczęła się krwawa i zacięta bitwa, lecz stanowczego rezultatu nie odniosła, chociaż tak z jednej jak i z drugiej strony wielu poległo. Anglicy po tej bezskutecznej bitwie, odsunęli się nazad ku granicy portugalskiej, po nich wojska nasze tu i w Andaluzyi zajęły najlepsze stanowiska; tu zarazem ściągnęliśmy obozy z Kadiksu.

Tolosa

Na Irun do Tolozy, maszerowano wśród cią­ głych deszczów i przejmującego zimna. Za Tolozą Polacy posuwając się wśród błota i deszczów, z uczuciem znużenia i smutku, napotkali na dro­ dze zamordowanego haniebnie kawalerzystę fran­cuskiego. Ciało nieszczęśliwego przywiązane do czterech słupów było spalone.

Alegia

Nie mogłem wyjść z podziwienia, dowiedziawszy się, że państwo ci, to moi ziomkowie. Kobieta opowiadała mi, że mąż jej służył w jednym z pułków polskich, lecz wskutek chronicznej choroby, musiał wziąć dymisyą i obecnie ma zamiar powrócić do War­szawy, gdzie się spodziewał znaleść pewny przy­tułek w domu weteranów.

Cartagena

Przedsięwzięto przeciwko miastu Kartagiena w Murcyi wyprawę, którą gienerał Sebastyani osobiście dowodził. Pomyślny skutek uwieńczył nasze zamiary; z małą stratą opanowaliśmy miasto Kartagienę, gdzie nieprzeliczone bogactwa, armaty, amunicya, stały się naszą zdobyczą.

Mora

Zbliżając się do Mora, dostrzeżono szykujące się pod tą wsią kolumny. Widząc to Konopka i powątpiewając czy to są nasi, choć wiedział, że w Mora piechota stanęła na noc, kazał Wojcie­chowskiemu z paru ułanami zrobić rekonesans. Ledwie atoli Wojciechowski ujechał kilkanaście kroków, patrzy, a Konopka zawróciwszy konia, leci pędem ku Toledo.

Badajoz

Odpocząwszy sobie we wspaniałem tem mie­ście przez tydzień, czwartaki wysłani zostali jako asekuracya znacznej ilość amunicyi do twierdzy Badayoz, na granicy portugalskiej leżącej. Do­stawszy się do niej szczęśliwie, pomieszczeni tu zostali jako załoga. Ta służba garnizonowa sta­nowi jednę z najprzykrzejszych chwil, jakie czwartaki spędzili w Hiszpanii.

Sevilla

W dniu przybycia lansyerów do Sewilli mar­szałek Soult prosił do siebie na obiad korpus oficerów, a nazajutrz oficerowie konno oddawali wizyty wyższym jenerałom. „Ubiór nasz był pię­kny, opowiada Wojciechowski, konie dzielne, oficerowie młodzi i przystojni, nie jednem zwy­cięstwem głośni; przypatrywały nam się też Hiszpanki, a na nasz widok nie jednej się oczko uśmiechnęło, nie jedno serduszko zapukało

Almería

Te jednak utrapienia wynagrodzili sobie żoł­nierze polscy rozkosznym pobytem w „zachwy­cającej okolicy“, Almeryi, jak ją nazywa jeden z uczestników tej wojny. Stano tu przez trzy miesiące, a dowódca 9-go pułku, pułkownik Grotowski został gubernatorem miasta.

Daroca

Najmniejsza zasadzka tyralierów w podobnem miejscu wystarczyłaby do wywołania paniki. Nakoniec wydobyliśmy się znowu na po­wietrze, na brzeg rzeki Jiloca, nad której brzegiem leży Daroca. Tajemnicza otchłań była poprostu podziemnem ujściem, zbudowanem przed dwoma wie­kami, dla odprowadzania wód wezbranych potoków, służącem za przejście dla tych, którzy nie chcieli iść przez miasto.

Calatayud

Calatayud było jednym z głównych naszych punktów oparcia wśród tych działań. Kompanie woltyźerów mogły trochę wypocząć, stojąc kwaterą w klasztorze i zająć się przyprowadzeniem do po­rządku swoich rzeczy, a szczególnie obuwia, które ciągłe pochody w górach wystawiały na ciężkie próby, Rozumie się, że w każdej chwili musieliśmy kyć gotowi do wymarszu.

Zafra

W Zafra spotkali nasi w garni­zonie francuskim jenerała Macieja Dębowskiego. Jakże zazdrościł swym rodakom powrotu do oj­czyzny! Kazał im z magazynów rozdać żywność, oficerów zaprosił na obiad, słał przez nich swe roztęsknione westchnienia ku ojczyźnie. Biedak, nie miał już nigdy ujrzeć tej ojczyzny.

Haiti 1802-1804

Celem Napoleona było utrzymanie niewolnictwa w najbardziej dochodowej kolonii ówczesnego świata. Rewolucja zaczęła się w 1793 roku, udział Polaków datowany jest na lata 1802 i 1804, w tych czasach na Saint Domingue (Haiti) popłynęło ok 6000 Legionistów by wykonać wolę Cesarza. Polacy walczyli po stronie francuzów, jednakże wielu dezerterowało i przyłączało się do powstańców.

 

 

Jacmel

    "W tym czasie ustąpiły i inne posterunki pod wzmagającym się naciskiem wojsk jenerała Ferrou. W Jacmel Modzelewski z początku wstrzymywał nacierających, lecz później w miarę ubytku sił nie mógł się oprzeć. Cofnął się do kościoła, w którym (16 czerwca) do późnej nocy bronił się, lecz dla braku wody długo tam pozostać nie mógł, a że kościół był niezbyt od morza odległym, nocną porą wyszedłszy utorował sobie bagnetem przez oblęgających go murzynów drogę."

Gros Morene

"Reszta sił francuskich wraz z 5 kompaniami polskimi miała ruszyć znad rzeki Manzello paru szlakami w góry dla ich pacyfikacji. 3 kompanie polskie (ok. 200 żołnierzy) skierowano ku Gros Morne. Tu ich oczekiwał gen. Brunet. Po zasileniu oddziałami francuskimi, poprowadził wyprawę doliną rzeiki Manzello, rozbijając zgrupowalnia murzyńskie, do Pendu."

Haut Cap

"Szef Wodziński doszedł jednak do wniosku, że rankiem mogą nadejść powstańcom posiłki, a gdy amunicja wyczerpie się, czeka Polaków zguba. Zarządził więc przebicie się przez otaczający pierścień. Udało mu się to po zaciętej walce, przy czym Polacy stracili stukilkudziesięciu zabitych, rannych i wziętych do niewoli."

Petit-Goâve

"Podsuwający się od tej strony powstańczy generał Nicolas Geffrard starał się przeciągnąć dowódcę fortu Mulata Michała Delpèche’a, mocno związanego z gen. Laplume’em wizją silnej pomocy ze strony brytyjskiej; udało mu się w każdym razie pozyskać część garnizonu kolorowego, który wpuścił powstańców do Petit Goâve."

Grand-Goâve

"Następnie ruszył Rochambeau do Petit Goâve z dobrym portem. Podobne zalety miało sąsiednie Grand Goâve. Wokół obu rozciągały się plantacje trzciny cukrowej. Obie osady były nieobronne."

Isle à Vache

Starano się utrzymać Isle à Vache u wejścia do zatoki, gdyż zaopatrywano się z niej w drzewo opałowe. Początkowo — jak twierdzi Małachowski — ubezpieczał wyspę oddział 50 żołnierzy. Komendantem wyspy był por. Garlicki , mający do pomocy ppor. Wisłockiego  i st. sierżanta K. Luxa . Wnet jednak zachorowali Garlicki i Lux oraz większość podkomendnych, tak że komendę nad 20 Polakami zdolnymi do walki sprawował ppor. Wisłocki.

Port-de-Paix

"Gdy już podeszła awangarda niedaleko widety nieprzyjacielskiej, zatrzymał się podoficer, aż nad­szedł generał z podporucznikiem Pretwiczem. Oznaj­mił Pretwiczowi, że tu już stoi pikieta nieprzyja­cielska. Generał na to oświadczył, że potrzeba dotrzeć i przekonać się o nieprzyjacielu, ponieważ generał Dessalines idzie od Cap Français. Dlatego też nie mamy strzelać do murzynów, aż oni pierw­si zaczną, bo wtenczas dopiero przekonamy się, że to nieprzyjaciel. Polacy uwierzyli Krzyszofowi, ruszyli naprzód, ale widząc, że to nieprzyjaciel, zabierali się do strzelania." 

Dondon

"Na skutek tego 2. kompania I batalionu pod dowództwem por. Jana Rogalińskiego oraz 5. kompania kpt. Jana Bukowskiego wzięły udział w akcji na Dondon, w czasie której por. Rogaliński poległ (27 IX), zaś ppor. Bobrowski dostał się do niewoli, a 30 września ppor. 5. kompanii Leon Szyszkowski został postrzelony w ramię."

Plaisance

 'Kwatera główna .znajdowała się w Plaisance, na północny zachód od Marmelade. Dywizja liczyła etatowo 4288 żołnierzy z 31., 38., 79., 86. półforygady liniowej, 5., 7., 30. półbrygady lekkiej, Legionu Ekspedycyjnego, batalionu niemieckiego, oddziałów artylerii i żandarmerii. Było tego bardzo niewiele w stosunku do narzuconych zadań, toteż Thouvenot nalegał, by z świeżo lądujących posiłków dywizja dostała przynajmniej 1000 żołnierzy."

St. Marc

"Po drugiej stronie rzeki rozciągała się niezmiernie żyzna równina Artibonite, której produkty kierowano na sprzedaż do Saint Marc. Od strony zatoki miasto było ubezpieczone fortem, od strony lądu bastionem i fosą. Gen. Dessalines mógł się pochwalić, że przywrócił spokój i łączność na tym terenie."

Miragoane

"Trzeci batalion naszej 113-ej półbrygady. Po przybyciu do wyspy San-Domingo, wylądowawszy w Port-au-Prince pod dowództwem generała Baudet, batalion rzeczony zajmował w departamencie zachodnim la Croix des Bouąuets, Leogane i Mirbalais."

Cap Limbe

"Terenem działania dywizji była zachodnia część okręgu Le Cap z gminami Limbe, Borgne, Port Margot, Plaisance i Acul (na pograniczu równiny Artibonite). Protestowano, że Marmelade z tytułu położenia nie powinna należeć do dywizji."

Cap Haitien (Cap Francais)

"W pięknym tym i niegdyś bogatym, dziś całkiem zburzonym mieście utrzymywała się jeszcze główna kwatera jenerała Rochambeau, naczelnego rządzcy wyspy. W por­cie znaleźliśmy kilkanaście rozmaitej wielkości okrętów wojennych i admirała Latouche Trecil, któremu składa­jąc raport, dostrzegliśmy łódź od brzegu płynącą, był to nasz kapitan Przebendowski, teraz adjutant jen. Ro­chambeau, wysłany dla dowiedzenia się co miał zna­czyć ten nowo przybyły okręt."

Borgne

"Francuzi opuścili sta­nowisko koło Borgno, ambarkowali nasze niedo­bitki na fregaty i do Cap Français przewieźli, re­sztę zaś batalionu naszego postawili w cytadeli Petittans, gdzie najzaraźliwsza choroba panowała i na nią wielu zmarło."

Jeremie

"Mieszkańcy zaczęli opuszczać miasta i udawać się do wysp sąsiednich, najwięcej do hiszpańskiej Kuby. Z takiej sposobności korzystał w Jérémie Fresinet;  wsiadł na obywatelski okręt z adiutantami swoimi,  z nimi i kapitan Zimirshi po wymarciu starszych, komenderujący batalionem 2-gim, gdyż już od dawna nie żył podpuł­kownik Jasiński odebrawszy sobie życie wystrzałem pistoletowym. Cóż tu powiedzieć o batalionie zostawionym w reducie nad miastem będącej."

Les Cayes

"Statki nasze, jedne wcześniej, drugie później przybiły do brzegu u miasta Cayes, ściągnęły mnóstwo ciekawych, tak białych jak czarnych; biali szczególnie witali nas z oznakami szczerej radości i bardzo spra­wiedliwy mieli do tego powód, gdyż na parę dni wprzód miasto było atakowane przez murzynów i cudem pra­wie utrzymało się od rzezi, jaka by niewątpliwie nastą­piła gdyby miasto było zdobyte."

Port-au-Prince

"Polacy w Port au Prince byli rozproszeni niewielkimi komendami po fortach i bateriach, przy czym najsilniejszy — bo liczący około 150 ludzi — oddział przebywał przy umocnieniach Porte Léogane (bramy zachodniej miasta)."

Aquin

"Zbliżała się i dla nas chwila, ewakuowaliśmy mia­sto Aquin zajmowane jedną kompanią z batalionu I-go, dowódca jej kapitan Zieleniewski zrąbany przez kawalerię murzyńską, po dostaniu się do Cayes umarł."

Tortuga

"Nierównie jeszcze więcej zginęło chorych, a wśród nich podobno kapitan Kamiński i Pągowski Karol z wielu rodakami, o dobę wcześniej w noc straszliwą z 17 na 18go, na wyspie Żółwiej od miejscowych niewolników i na czółnach przedostających się band zbójeckich."

Gonaives

"Z II batalionu pozostawiono w Môle tylko grenadierską kompanię Dziurbasa, reszta ruszyła w składzie mieszanej dywizji Dessalinesa ku Gonaïves, miastu leżącemu nad zatoką o tej samej nazwie, stanowiącemu znaczny ośrodek produkcji bawełny."

Tiburon

"Po nim objął francuski jenerał Sarqueleux naczelną nad kolumną polską komendę i wraz z szefem brygady Bernardem na Koratas uderza. Tam to nasz Bernard, prowadząc legionistów do ataku, kulą w piersi trafiony, zabity został, a legioniści, wodzów swoich utraciwszy, dalej do ataku iść się wzbronili i Sarqueleux musiał ich ztamtąd ku Las Cayes, które przez jenerała Sarrazin zdobytem zostało, wyprowadzić."

Acul

"Trudna do sprawdzenia jest wersja Luxa i Wierzbickiego, że Francuzi zajęli z powrotem miasteczko. W akcji tej bowiem już nie uczestniczył kpt. Grotowski, który śladem 2. i 5. kompanii skierował się do Acul. W Acul zebrała się cała brygada Clervaux (7 X), po czym powróciła do Haut Cap."

Fort Picolet

"Potężny fort Picolet na skale posiadał 3-piętrowe baterie i z pomocą nieco słabszego fortu Saint Joseph był w stanie zamknąć port, gdyż. każdy okręt czy statek musiał przepływać w odległości o 1/4 mili od nich."

Fort Olivier

Fort Olivier umiejscowiony w miejscowości Saint Luis de Sad. Wybudowany przez Francuzów w XVII wieku. Pełnił funkcje obronne dla południowej części kolonii Saint Domingue. Był głównym bastionem przeciwko anglikom, którzy atakowali kolonie od strony Jamajki. Po rewolucji jako jeden z niewielu fortyfikacji nie został rozebrany, pełniąc dalej funkcje obronne dla niepodległego Państwa Haiti.

Fort Dauphin (Liberte)

"Dzięki temu murzyński szef brygady ściągnąwszy blisko 2000 powstańców, zmusił komenderującego załogą Fort Dauphin Francuza Corvinusa do kapitulacji, gwarantując życie mieszkańcom."

Fort Saint Michel

Fort wybudowany w czasach kolonialnych przez Francuzów. Jego zadaniem było obrona miasta Cap Francais (obecnie Cap Haitien) przed atakami od strony lądu na wschód od bram miasta. Położony na wzniesieniu, obecnie pełni funkcje rytualne dla mieszkańców Cap Haitien, gdzie odbywają się wspólne modły i spotkania. 

Fort Oggy

Fort wybudowany przez Haitańczyków zaraz po wywalczeniu niepodległości. Miał bronić południa wyspy od ponownego ataku francuzów. Umiejscowiony na górze przy mieście Jacmel, jest wizytówką południa z pięknym widokiem na krajobraz zatoki i miasta.

Francja 1808-1812

Historie Polskich Legionów, które przeszły przez Francję na wojnę Iberysjką do Hiszpanii w latach 1808-1812. Głónym miejscem zbiórki armii Napoleona była Bayonna, z której Cesarz zarządzał podbojem dumnych Hiszpanów. 

 

 

 

Bayonne

Ztąd po kilku miesięcznym pobycie wysłano nas do Bayonny, aby tamże przy cesarzu służbę pełnić, dokąd tenże miał przy­ być. Po swem tam przybyciu kupił cesarz vilię Marrac pod Bayonną, gdzie upiększywszy ogród pracą żołnierze gwardyi których miał przy sobie, założył główną kwaterę. Pod Marrac i nas wysłano z Bayonny. O ćwierć mili od domu głównej kwatery szwadron nasz stał obozem, skąd co dzień jeden pluton na służbę pałacową był komende­rowany.

Saint-Jean-de-Luz

Legia stanęła w Saint Jean de Luz, a nazajutrz w Ba­jonie, gdzie zdała władzom francuskim jeńców.

Bordeaux

W Bordeaux, gdzie zatrzymaliśmy się kilka dni dla uzupełnienia naszego uzbrojenia, zwrócił moją uwagę stary dom z wieżyczką, niegdyś własność Montaigne‘a. Znałem w oryginale dzieła znako­mitego sceptyka, który napisał, że nie ma na świecie przyjemnego zajęcia, z wyjątkiem stanu żołnierskiego.Ten aforyzm jest dowodem, że Montaigne nie służył nigdy wojskowo.

Biarritz

Część naszych ludzi została posłana do Biar­ritz, innie naznaczono do oddania im zapasu ładunków i przy tej sposobności zwiedziłem słynne miejsce kąpielowe. Cesarz brał tam w tym roku kąpiele morskie. Opowiadano mi, że przed każdą z nich oddział kon­nej gwardyi wjeżdżał w morze, o ile można było jak najdalej, tworząc rodzaj łańcucha, dla bezpieczeństwa cesarza.

Saint-Jean-Pied-de-Port

Po kilku dniach odpoczynku opuściliśmy Bajonnę i poszliśmy krajem Basków do Saint-Jean-Pied-de-Port, ostatniego miąsta francuskiego. Byli tam zebrani chorzy i ranni z naszej dywizyi, a to, co opowiadali, nie było zbyt zachęcające. Ale nie mieliśmy czasu dużo z nimi rozmawiać