Jacmel

     "W tym czasie ustąpiły i inne posterunki pod wzmagającym się naciskiem wojsk jenerała Ferrou. W Jacmel Modzelewski z początku wstrzymywał nacierających, lecz później w miarę ubytku sił nie mógł się oprzeć. Cofnął się do kościoła, w którym (16 czerwca) do późnej nocy bronił się, lecz dla braku wody długo tam pozostać nie mógł, a że kościół był niezbyt od morza odległym, nocną porą wyszedłszy utorował sobie bagnetem przez oblęgających go murzynów drogę. Dostawszy się do brzegu wszedł w morze i po długiej morderczej walce, za pomocą łodzi reszta oddziału zaledwie przeprawiła się na okręt. Modzelewski, będąc już w wodzie, otrzymał kilka niebezpiecznych ran, a dla braku chirurga w kilka godzin życie zakończył. Dowódca statku, skoro wiatr zmienił kierunek, w nocy opuścił brzegi."

Adam Mieczysław Skałkowski, Polacy na San Domingo, Poznań, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, 1921

     "Do nich należało odzyskanie Jacmel na południowym wybrzeżu, odległego od Léogane o 48 km i przedzielonego od niego górami. Port ten, dogodny dla wyładunku amunicji i żywności, z wysepką Curaçao w zatoce, blokowany od 17 lipca 1802 r., został zajęty niedawno przez znaczne siły powstańcze i to w biały dzień, mimo mężnej obrony gen. F. Pageota. Rochambeau odzyskał miasto po zaciętej walce, co znowu świadczyłoby o niewłaściwej opinii de la Gravière. Jacmel przejął w dowództwo z powrotem Pageot. Garnizon wzmocniono dwoma kompaniami (150 żołnierzy) Polaków pod wodzą szefa II batalionu W. Bolesty, który zmarł tu przypuszczalnie od odniesionych ran przed 20 października 1802 r., licząc ledwie 28 lat życia. Gen. Rochambeau donosząc o tym (28 X) Leclercowi określił go jako excellent officier, którego śmierć okrywa żałobą dowództwo armii. W miejsce Bolesty na szefa II batalionu powołany został przez Rochambeau kapitan 8. kompanii Cyprian Zdzitowiecki, jako najstarszy rangą, dający rękojmię, że potrafi dowodzić batalionem."

Jan Pachoński, Polacy na Antylach i morzu karaibskim, Kraków, Wydawnictwo Literackie 1979

     "Z natury rzeczy jeszcze trudniejsza była sytuacja Jacmel otoczonego wieńcem gór i stanowiącego dogodny port. Z talentem bronił umocnień tego miasta od 27 września 1802 gen. Pageot, robiąc nieustanne wycieczki przeciw oblegającym powstańcom i ściągając żywność dla załogi i miasta. Odparł on mocne ataki 10 grudnia 1802 i 16 lutego 1803. 14 marca donosił gen. Rochamibeau, że przejął korespondencję kierującego oblężeniem murzyńskiego szefa brygady Ambrożego Magloire, w której ten domagał się od kpt. Roberta Tuckera (z brytyjskiej stacji na Wyspach Podwietrznych) przysłania mu 100 karabinów, 500 paczek naboi i skałek, 400 ładunków do dział kalibru 12° i 18° oraz 50 szabli. Jak wiadomo, do Jacmel rzucono dwie kompanie II batalionu 3. półbrygady polskiej z szefem W. Bolestą (150 ludzi), które w większości uległy wyniszczeniu w walkach, a sam Bolesta zmarł około 20 października 1802. Po nim objął dowództwo nad Polakami kapitan 1. kompanii II batalionu 2. półbrygady polskiej L. Mościcki, który jednak po przybyciu do Cayes po żołd dla podkomendnych zapadł na żółtą febrę i zmarł. Z kolei komendę przejął przysłany na  La Serpente kpt. Modzelewski z 2. kompanią I batalionu 114. półbrygady liniowej; zastępcą jego był kpt. Thierry z 3. półbrygady polskiej, a pomagali podporucznicy Hermanowicz i Olszewski105."

Jan Pachoński, Polacy na Antylach i morzu karaibskim, Kraków, Wydawnictwo Literackie 1979

     "Równocześnie otworzył ze swych działek kalibru 3° ogień do Murzynów, którzy cofnęli się. Padło 13 Polaków, ale uratowało się 27, niestety większość z nich była ranna, a kpt. Zieleniewski miał aż 18 ran kłutych od bagnetów (Małachowski nieściśle podał, że został zrąbany przez kawalerię murzyńską). Statek wziął kurs na Jacmel.

     Kiedy o zachodzie słońca zbliżono się do Jacmel, nie dostrzeżono statku aprowizacyjnego z Cayes, który w dniu tym powinien być zakotwiczony. Z niepokojem zatrzymano się przy małym porcie Fran-Forban. Okazało się, że z Jacmel ewakuowano do Santo Domingo starców, kobiety i dzieci, ale utrzymywano wokół miasta następujące północne forty: Telavigne, Léogane i Baril, a od strony morza broniła fort Viktoria 2. kompania I batalionu 114. półbrygądy pod dowództwem kpt. Modzelewskiego. Kompania ta wobec gwałtownych ataków powstańców była zmuszona schronić się do kościoła; zredukowana w walkach do 14 legionistów dotarła pobrzeżem morskim do statku aprowizacyjnego, który szybko opuścił zatokę w obawie przed atakami powstańców."

Jan Pachoński, Polacy na Antylach i morzu karaibskim, Kraków, Wydawnictwo Literackie 1979