Tortuga

       "Nierównie jeszcze więcej zginęło chorych, a wśród nich podobno kapitan Kamiński i Pągowski Karol z wielu rodakami, o dobę wcześniej w noc straszliwą z 17 na 18go, na wyspie Żółwiej od miejscowych niewolników i na czółnach przedostających się band zbójeckich."

Adam Mieczysław Skałkowski, Polacy na San Domingo, Poznań, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, 1921

      "Dalej prócz szpitala w Santo Domingo otwarto mały w Saint Yago i w Les Cayes na południowej kończynie wyspy, a połowę w Jacmel, Saint Marc i Gonaives na pobrzeżu oraz w Plaisance, Dondon i Fort-Dauphin. Czernie jednak były wszystkie te zapory, nikłe i znikome wobec wciąż wzbierającego zalewu cierpienia i śmierci. W zgoła opłakanych warunkach przyjdzie beznadziejną prowadzić walkę. Kiedy w połowie czerwca 1802 J. Vincent, lekarz należący do wyprawy, obejmie nowy szpital na pół tysiąca chorych w Małej Zatoce w pobliżu Cap, przekona się, że jest założony w. okolicy bagnistej, gdzie stale lęgła się febra. Inne zakłady przystołeczne podobnie w najgorszem znalazły się otoczeniu; dotkliwie dawał im się uczuć brak czystej wody morzem przewożonej do Petit Goave. Zaś kiedy postępy kazały spiesznie wywieźć wszystkich chorych na wyspę Żółwią, rzucono ich tam prawie bez jakiegokolwiek pożywienia i bez ochrony przed zmianami powietrza. Wielu też umierało zaraz na brzegu albo niedaleko zawlókłszy się w gąszcz leśny. Którzy doczekali pomocy, w chałupach niewolników na słomie przegniłej leżeli wystawieni na słotę i zimno nocy wdzierające się przez dziury w poszyciu i otwory niedomknięte. Toczyło ich robactwo. Nie mogli dźwignąć się z błota i nieczystości, Służby szpitalnej starczyło ledwie do uprzątnięcia zmarłych. Lekarze byli bezsilni."

Adam Mieczysław Skałkowski, Polacy na San Domingo, Poznań, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, 1921

       "Co do tego ostatniego punktu Leclerc szczerą prawdę pisał. Z raportu jaki mu przez szefa brygady naszej, Fortunata Bernarda, w pięć dni po jej wylądowaniu, był złożony okazuje się, że podówczas już przeszło 100 legionistów na febrę, zapadło, których z Cap wysłano do szpitala w Margot i na wyspę Żółwią. Wysadzeni na ląd wojacy nasi, pozbawieni wszystkiego, odarci, wycieńczeni i na niedostatecznie zaopatrzonych okrętach wygłodzeni, poczęli się natarczywie wypłaty żołdu i ubrania domagać. Szef sztabu Leclerc’a, jenerał Dugua, który miał dla nas wiele sympatyi i legiony nasze z odbytych wraz z nimi kampanij we Włoszech znał doskonale, wstawił się za nimi do Leclerc’a, który nakazał wypłatę zaległego żołdu za dwa miesiące i wydanie z magazynów 500 par trzewików. I to było dobrem, jak na początek, a o resztę kołatano dalej, niestety daremnie, gdyż magazyny Leclerc’a pustkami świeciły, i zamiast sukna, płótna i skór, znajdowały się tam tylko składy zrabowanej lub skonfiskowanej murzynom kawy."

10 kurier lwowski

       "Podług planu Pétion’a, uzbrojono następnie flotyllę murzyńską, t. j. lianami powiązane tratwy i te nocną porą dnia 18. lutego, pod wodzą kapitanów murzyńskich: Gerdel i Wincentego Louis, na wyspę Żółwią wysłano. Zanim tamtejszy garnizon francuski, pod wodzą jenerała Bosens zostający, za broń uchwycił, już fort, w którym do 800 chorych w szpitalu się leczyło, został zdobytym, szpitale przez murzynów zajęte, chorzy co do nogi wyrżnięci, a następnie pod zabudowania ogień podłożony. W rzezi padło ofiarą przeszło 120 naszych chorych Legionistów, a ze spaleniem szpitalnych archiwów, nawet najmniejszy ślad ich nazwisk nie pozostał."

kurier 12 lwowski

       "Warunek, kapitulacyi chorych i rannych dotyczący, fatalnie na sercu tryumfatora-murzyna zaciężył. Pozbywszy się całkiem żywych, chciał co prędzej i wpół żywych pozbyć się francuzów. Zaledwie tedy flota z odpływającym Rochambeau znikła mu z oczu, kazał chorych i rannych, którzy się w szpitalach na wyspie Żółwiej znajdowali, wsadzić na szalupy i wszystkich w kanale pomiędzy tą wyspą a miastem Cap wytopić. Kto chciał się pływaniem salwować, jedno uderzenie w głowę kutem w żelazo wiosłem na tamten świat go wysyłało."

kurier 12 lwowski