Grenada

Z pod Antekery poszliśmy do Granady. Tu kompletowano bataljony. Nasza też kompanja dostała dość rekrutów od cesarza. Potem robiliśmy Józefowi Napoleonowi wielką paradę, tak że nawet Hiszpa­nie wołali: Vive Josef Primero! Ale cóż to znaczyło, kiedy w duszy myśleli tylko, jakby nas wszystkich razem z Józefem, albo przynajmniej którego z nas zamordować.

Z pod Antekery poszliśmy do Granady. Tu kompletowano bataljony. Nasza też kompanja dostała dość rekrutów od cesarza. Potem robiliśmy Józefowi Napoleonowi wielką paradę, tak że nawet Hiszpa­nie wołali: Vive Josef Primero! Ale cóż to znaczyło, kiedy w duszy myśleli tylko, jakby nas wszystkich razem z Józefem, albo przynajmniej którego z nas zamordować. Podstąpili nawet ze swoją konnicą pod samo miasto. Józef sam wykomendrował nas woltyżerów i sześćdzie­siąt koni dragonów i odegnaliśmy ich ale już i noc była nadeszła. Odpoczęliśmy trochę na górze, a że byliśmy głodni, więc kapitan nasz Bote, który wstąpił na miejsce Jasielskiego i feldwebel Plantowski, rodem z Kowala, podobno w Kujawach, kołodzieja syn, kazali mi iść z kilkoma żołnierzami szukać żywności w pobliskiej wsi. Znaleźliśmy trochę wina, chleba, mięsa i przynieśliśmy do obozu.

_____

Jakub Daleki, Wspomnienia mojego ocja z wojen Napoleońskich, Nowe Miasto, Drwęca, 1928

 

Kierowano się ku wspaniałej stolicy Andaluzyi, historycznemu sie­ dlisku Maurów, przepysznej Granadzie. Przez Pi­ nos Puente idąc, zatrzymano się w Santafe, w słynnej z piękności i żyzności dolinie La Vega, nieomal u bram Granady.

Miasto, które niegdyś, za Filipa Ii-go, osiadłe przez Maurów, broniło się tak długo i tak wa­ lecznie przeciw Hiszpanom, teraz od razu się pod­dało. Gubernator Granady wyszedł na czele no­ tablów miejskich i władz, i klucze z pokorą na srebrnej tacy oddał w ręce zwyciężców. Z muzyką, z rozwiniętemi sztandarami, z okrzykiem: niech żyje Napoleon! i innym jeszcze okrzykiem, doby­wającym się z piersi pułków polskich, a życzą­cym długiego życia dalekiej ich ojczyźnie, wkroczyła armia franko-polska do dzierzganych w koronki murów Granady.

Zatrzymano się tu kilka dni, od­ poczywano wśród obfitości wszelkiego rodzaju, pod niebem zawsze szafirowem, zwiedzano da­wne pamiątki maurytańskie, w ruinach Alhambry, w sławnym dziedzińcu lwów, przyomdlewającym szmerze wodotrysków, rozlegało się słowo pol­skie, brzmiał mazurek, który miał zanieść stra­ceńców „z ziemi włoskiej do polskiej”, a zawiódł ich do Hiszpanii, do Granady i Bóg wie, gdzie jeszcze zawiedzie...

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Z Almeryi pomaszerowano nakoniec do Gra­nady, którą zajęto. W przepysznej Alhambrze stanęły trzy kompanie 9-go pułku, sam zaś pułk zajął klasztor kapucynów. Rozkoszny tu był po­byt. W Alhambrze uwięziony został schwytany niedawno przez Francuzów głośny i znany nam partyzant Valdivias, ale zdołał on namówić dwóch polskich żołnierzy pilnujących go, że mu ucie­czkę ułatwili i sami z nim uciekli. Jednego z tych biedaków złapano i rozstrzelano.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.