Kadyks

Daremnie Francya tak ogromne bomby do­ stawiała, że jedne dwoma końmi wieziono; te po dziś dzień w okolicach Kadyxu na różnych miej­ scach porozrzucane muszą spoczywać.

Dalej poma­szerowaliśmy ku granicy Portugaliji; to się działo w roku 1811. W tymże samym czasie był około Kadyxu marszałek Soult i Suchet z swoją dywizyą; miasto to było oblężone i bombardowane, ale ża­ dnym sposobem dobytćm być nie mogło. Wojsko hiszpańskie było w mieście, a angielskie około mia­ sta na kanałach, które oblewają to miasto tak przestronnie, że żadna bomba ani granat dosięgnąć nie mógł. Daremnie Francya tak ogromne bomby do­ stawiała, że jedne dwoma końmi wieziono; te po dziś dzień w okolicach Kadyxu na różnych miej­ scach porozrzucane muszą spoczywać.

_____

 Wincenty Płaczkowski, Pamiętniki Wincentego Płaczkowskiego porucznika dawnéj gwardyi cesarsko-francuzkiéj spisane w roku 1845, Żytomierz, 1861, A. Kwiatkowski i Spółka

W miesiącu maju cała nasza dywizya opuściła Grenadę i pomaszerowała przez Dierma do Kadiksu; nasz batalion razem ’ z francuzką artyleryą i kawaleryą, zajął obóz pomiędzy wsią Diezma i Goor po stronie miasta Kadiksu przy brzegu morza o milę odległego, gdzie znajduje się wąwóz wysokiemi górami i stromemi skałami otoczony, zkąd tylko jedna droga prowadziła do Kadiksu, którą także można było dostać się i do Grenady. Wiele wycierpieliśmy w tym obozie podczas nieznośnego upału, który tu panował ciągle; nie było tu zgoła ani domu, ani drzewa, pod którego cieniem swobodnie odetchnąć i wypocząć by można, a co najgorsza, brak wody przyprowadzał nas do największej rozpaczy. Codziennie po południu powstawały ogromne grzmoty i błyskawice, jakto bywa zwykle w gorących klimatach; razu jednego piorun dragonom pięciu silnych-koni zabił na miejscu My oficerowie chcąc się uchronić od deszczu urządziliśmy baraki ze ściągniętych skór bydlęcych, za pale zaś posłużyły nam cztery bronie bagnetami w ziemię wetknięte. Skóra która nam do ochrony służyła od deszczu, za kilka dni popsuła się skutkiem wielkiego gorąca, robaki się w niej zapieniły i na głowy nam ciągle spadały; przytóm rozszerzyło się zaraźliwe powietrze, gdyż codziennie za obozem zabijano bardzo wiele bydła, z których wnętrzności i wszelkie inne rzeczy pozostawały na polu, wystawione na działaniu ognistego słońca, z których zaraźliwe wyziewy dochodziły do nas i truły najokropniej powietrze, tćm- bardziéj jeżeli wiatr powiewał z tej strony. Wielkie- mi gromadami zlatywało się tu ptastwo drapieżne, jako to: orły, sępy i inne, lecz tak były one ostrożne, iż w żaden sposób z bronią podejść ich nie było można.

_____

Stanisław Broeker Pamietniki z wojny hiszpańskiej (1808 - 1814), Unger Józef, 1877 Warszawa, PAN Biblioteka Kórnicka