Malaga

O milę od Malagi, dnia 8 lutego 1810 roku rozłożyła się armia franko-polska w cytrynowych i pomarańczowych gajach. Ztąd widziano jak przed miastem szykowała się garść inwalidów hiszpańskich, zbieraniny wszelkiego rodzaju,jezdców w roz­ maitych strojach i błyszczało pod słońce jede­naście armat śpiżowych.

O milę od Malagi, dnia 8 lutego 1810 roku rozłożyła się armia franko-polska w cytrynowych i pomarańczowych gajach. Ztąd widziano jak przed miastem szykowała się garść inwalidów hiszpańskich, zbieraniny wszelkiego rodzaju,jezdców w roz­ maitych strojach i błyszczało pod słońce jede­naście armat śpiżowych.

Widocznem było, że nieprzyjaciel nie chce oddać Malagi bez boju. Nie znano tu jeszcze, na tym krańcu Hiszpanii, nie­ zwyciężonej broni franko-polskiej i chciano spró­bować swych sil. Głównodowodzący jenerał Se­bastian!, chcąc uniknąć próżnego krwi rozlewu, wysłał do Hiszpanów parlamentarza w towarzy­ stwie dwóch polskich ułanów, wzywając powstań­ców do poddania się. Wezwanie to odrzucono z pogardą, co większa strzelono do parlamenta­rza i zabito jednego ułana; pierwsza krew pol­ska, która niewinnie zrosiła tę rozkoszną ziemię.

Rozjątrzony tem Sebastiani, kazał niezwłocznie uderzyć na nieprzyjaciela. Wojsko wrzało pomstą, a lansyerowie drżeli od chęci ukarania powstań­ców za śmierć swego towarzysza i rodaka. Jakoż puszczono ich do szarży. Warknęły trójbarwiste chorągiewki, i Hiszpanie ledwie zdołali dać jeden wystrzał, gdy ułani wszyli się już w lewe skrzy­dło nieprzyjacielskie, roztrącili je zupełnie i za­ grodzili Hiszpanom odwrót do miasta. Garść we­teranów, starych, siwych żołnierzy, broniła się długo i walecznie. Lanca polska wykłóła ich do nogi.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Na karkach uciekających wpadli zwyciężcy do miasta, gdzie powitano ich strzałami z domów, okien i dachów. Podczas gdy jedni z mieszkań­ ców bronili się w domach, inni, zwłaszcza ko­biety i dzieci uciekały do portu, a ztąd na okręty. Ułani przebiegali ulice i kłóli uciekających. Wielu nawet w zaciętości i rozjątrzeniu skakało z końmi do wody, do morza. Piechota polska dobiegła do portu i karabinowym ogniem prażyła okręty, zabijając na nich dzieci, starców i kobiety. Rozpo­częła się straszna rzeź, dzika orgia zwycięzców wśród miasta, rabunek bezlitośny, gwałty wszel­kiego rodzaju, w których jednak, przyznać to trzeba, głównie Francuzi brali udział.

Na zaszczyt broni polskiej powiedzieć należy, że Polacy wkrótce po wzięciu miasta wstrzymali się od rabunku i ohydnej rzezi. Gwałt ten trwał całą noc, od 7-mej wieczorem do 4-tej rano. Porozpalano wielkie ogniska na ulicach i placach, pito wino, mordowano mężczyzn, gwałcono publicznie ko­biety. Zakonnicom wywleczonym z klasztorów, kazali rozbestwieni żołdacy tańczyć kontredansa przy ogniskach. Ileżto wreszcie strasznych, tra­ gicznych scen pokryła owa okropna noc w Ma­ladze! Miasto piękne i bogate przedstawiało obraz, na który dusza się wzdryga.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Jak powiedzieliśmy, Polacy nie brali udziału w tych gwałtach. Maćki polskie, straszni w boju, stawali się łagodnymi barankami po zwycięstwie. Poczciwa krew polska odzywała się w nich cią­ gle. Historya zachowała nam kilka pięknych czy­nów polskich z tej nocy, pamiętnej dla Malagi.

Kapitan Rudnicki z 4-go pułku, znany nam już pamiętnikarz tej wojny, wszedł do rabowanego miasta dobrze po północy, i w towarzystwie 2-c'i grenadyerów swego pułku począł szukać w bocznych uliczkach jakiego zakątka, gdzieby mógł spocząć. Na jednej z takich uliczek, napełnionej pijanem i rozbestwionem żołdactwem, które wszy­stkie domy doszczętnie zrabowało, gdy miał już z niej wyjeżdżać, słyszy głos męski hiszpański, błagający o darowanie życia. Nie wiele myśląc nasz kapitan wpada do domu, zkąd głos wycho­dził, i widzi klęczącego na środku pokoju siwo­włosego starca, którego kilku pijanych żołnierzy za to, że nie dawał im pieniędzy, chciało zamor­dować. Rudnicki kazał grenadyerom pijaków wy­gnać, dom mocno zamknąć i tym sposobem oca­lił życie starcowi, a dla siebie znalazł wygodne i ciche schronienie.

Gospodarz tego domu, oca­lony przez polskiego oficera, zwał się Don Juan Pedro Paganino, i przyjmował Rudnickiego wspa­niale. Nazajutrz zaprosił go do siebie na wysta­wny obiad i nawety dał mu przykryty serwetą talerz, pełen sztuk złota ośmiodukatowego. Ru­dnicki odrzucił tę zapłatę za dobry czyn, więc Paganino dobył pięćdziesięcioletniej malagi i czę­stował nią swego zbawcę. Przez cały czas pobytu Rudnickiego w Maladze, bywał on u Paganina i miał w nim serdecznego przyjaciela.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Rzeź i rabunek ustał dopiero rano. Sebastiani kazał bębnić i trąbić, wzywając rabusiów do sze­regów, a gdy to nie skutkowało, rozkazał wejść do miasta silnym oddziałom, stojącym w odwo­dzie i przywrócić porządek. Kolbami, płazami, drzewcami od lanc napędzono rabusiów i mor­derców, a mocne patrole przebiegające ulice uspo­koiły strasznie zniszczone i przerażone miasto. Ofiarą rzezi padło przeszło sześćset osób, prze­ważnie starców, kobiet i dzieci. Ciała pomordo­wanych przez sześć dni leżały na ulicach dla przykładu i postrachu Hiszpanów, i pochowano je dopiero wtedy, gdy psuć się zaczęły i zarażać powietrze.

Wojska franko-polskie straciły ledwie 33 ludzi. Komendanta powstańców schwytano i powieszono w mundurze, na żelaznym balkonie jednego z domów w mieście, na rynku. Odtąd wieszano zwykle na balkonach, co było łatwem, bo w Maladze, południowym obyczajem, każden dom, zwłaszcza na pierwszem piętrze posiada żelazne maleńkie balkony.

Stano w Maladze spokojnie, o ile można było w tej wojnie stać spokojnie, przez dwa miesiące. Gubernatorem miasta został dowódca 9-go pułku piechoty polskiej Antoni książę Sułkowski; gdy ten jednak wkrótce powołany został do kraju, a raczej sam tego zażądał, bo mu się sprzykrzyła ta wojna, komendę nad pułkiem objął pułkownik Grotowski, a gubernatorstwo w mieście powie­rzono Francuzowi, pułkownikowi Berton.
Podobneż zmiany zaszły i w pułku 4-tym piechoty. Komendant jego Wierzbiński udał się do kraju, a dowództwo w zastępstwie objął podpułkownik Zdzitowiecki, dopóki z Polski nie przybył na to stanowisko pułkownik Waleński, nielubiany przez wojsko, człowiek niespełna zdrowych zmysłów.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Kwatery w Maladze były wyborne, kraj śliczny, kobiety ładne i wcale niedzikie, jak zapewniają pamiętnikarze. To też krótki ten pobyt Polaków w nadmorskiern mieście, zostawił w niem ślady, do dziśdnia widoczne. Podróżników uderza tam rasa odrębna, niebieskookich i jasnowłosych mieszańców polskich....

Oficerowie stali po najza­możniejszych domach; pułk 9-ty w obszernym, przepysznie zbudowanym klasztorze pokarmelickim. Chamy mazurskie jedli tu orzechy kokosowe, pomarańcze, granaty, spijali wyborne, ciemne, słodkie i ciężkie wino; Co jednak najciekawsze, to, że spotkano tu Polaków, osiadłych oddawna i handlujących winem .
Takim był pobyt dywizyi polskiej w Maladze.

Zresztą powstańcy hiszpańscy nie dali jej długo używać tych rozkoszy; poczęli się ukazywać ze wszystkich stron i trzeba było na nich wyprawy robić. Po każdej z takich wypraw wracano z nie­wolnikami, których wieszano na gankach w mie­ście, co nie przeszkadzało, że oficerowie polscy urządzali bale, a na bale te uczęszczały z ochotą Hiszpanki.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.