Santa Fe

Pod tem miastem, żeby się zaopatrzyć w mięso, zajęto raz na patrolu w górach czterysta ładnych owiec i tyleż kóz. Tę trzodę mu­sieli chłopy paść po górach, a my z bronią nabitą chodziliśmy za nimi. Na noc przypędzano stado do miasta, na podwórze ogrodzone.

Poprzednio, nimeśmy z Granady przyszli do Tawerny, staliśmy przez cztery miesiące w mieście Santofe.

Pod tem miastem, żeby się zaopatrzyć w mięso, zajęto raz na patrolu w górach czterysta ładnych owiec i tyleż kóz. Tę trzodę mu­sieli chłopy paść po górach, a my z bronią nabitą chodziliśmy za nimi. Na noc przypędzano stado do miasta, na podwórze ogrodzone. Dnia jednego pod wieczór, gdym właśnie zamykał bramę, słyszę, że ktoś puka. Patrzę, a tu stoi Hiszpan niewidomy jak pienek, a w najlepszych latach; pacholę prowadzi go.

— Co tu chcecie? pytam go.
A on odpowiada żałośnie:
— Ach, pozwól trochę, bo to moje owce i kozy, któreście za­brali — to cały mój majątek. Pozwól, niech przynajmniej uściskam jedno z moich jagniątek.

Żal mi się zrobiło biedaka; schwyciłem więc jedno jagnię i po­dałem mu. On ściskał i całował ze łzami owo zwierzątko, a potem westnął ciężko, mówiąc:

_____

Jakub Daleki, Wspomnienia mojego ocja z wojen Napoleońskich, Nowe Miasto, Drwęca, 1928

Już tyś teraz nie moje, idź z Bogiem, bajste con Dios. Te sło­wa skruszyły mnie do szczętu. Chłopiec, który go prowadził, już rzekł: — Sennor Alonzo, cóż nam płacz pomoże; chodźmy lepiej do domu. Ale ja rozczulony mówię do niego:
— Panie Alonzo, kto wie, czy się nie da jakoś naprawić wasza strata? Ja wam dopomóc nie mogę, ale tę wam daję radę: idźcie do Granady, gdzie jest nasz jenerał Sobestjan; proście go, może wam każe wypuścić albo wszystką trzodę albo przynajmniej część.

Wszak spróbować nie zawadzi. — Poszedł za moją radą, a mar­szałek kazał mu wypuścić po dwieście maciorek z obudwóch rodzajów, cośmy też chętnie uczynili.

Radość niewidomego Hiszpana była niesłychana. Pytał, gdzie jestem, a gdy mnie znalazł i na zapytanie jego powiedziałem mu, jak się nazywam i jak mi imię, zawołał z radością:

— Andres amigo, buono hombre, — to znaczy po polsku: Ję­drzeju, przyjacielu, dobry człowieku! Pójdź do mnie, mówił dalej, niech cię uściskam! Jak mnie złapał za szyję, to o mało mnie nie udusił.

— Potem zaprosił mnie do swego domu, gdziem poznał jego matkę i dwie siostry. Nie było mi na świecie lepiej nigdy jak w onczas. Alonzo, gdy mnie tylko posłyszał, zawsze wołał serdecznie: „Andres amigo!”

— Przez cały czas w tern mieście nie znałem, co bieda. Zawsze mnie prosili do siebie — wszystkiego mi dawali, czego tylko zapra­gnęła dusza moja. Obie siostry zawsze mnie obszyły i oprały. Taką miałem w on czas bieliznę, kiedy panicz. O nic się nie troszczyłem, bo wszystko dostałem od poczciwego Alonza bez mówienia.

— Owe siostry były to urodziwe i pobożne panienki, osobliwie młodsza, co się zwała Marja Dolores. Ta bardzo mnie lubiła, a jam też krzywo nie patrzał na nią.

_____

Jakub Daleki, Wspomnienia mojego ocja z wojen Napoleońskich, Nowe Miasto, Drwęca, 1928

— Cala familja chciała mnie zatrzymać i ofiarowali mi Marję Dolores za żonę. Przyznam się, że, będąc młody i rozkochany, przytem i majętnego widząc obywatela w owym Alonzo, widziałem na ziemi raj otwarty przed sobą. Bo Alonzo miał oprócz trzód jeszcze kamienice wielkie i majątek. Ale cóż — żołnierz nie do siebie nale­ży. Porzucić rodaków i chorągiew, to wstyd i hańba. A przytem myślałem jeszcze sobie: Hiszpanie to naród zdradliwy; niechbym ja się jeno kiedy rozgniewał na kogo, toby mnie gotowi zabić, jako cu­dzoziemca. Na własne bowiem oczy widziałem, jak Hiszpan jeden,- trafiwszy jednego w polu, zapytał go:

— Senor, masz ty dobre serce? — a ten mu odpowiada:
— Mam.
— A masz ty wielki nóż?
— Nie mam, odpowiada tenże. Potem daje mu kubek z winem i prosi pięknie:
— Napij się trochę, — a gdy ten kubek do ust przyłożył, ten go uderzył nożem w pierś tak, że na miejscu został. Ten przypadek tkwił mi w myśli. Choć mi się więc serce wydzierało do ładnej Marji Dolores i choć chodziłem prawie jako błędny z miłości i żalu, że takie szczęście porzucam, — oddalałem te myśli od siebie, a ich zbywałem i tak i owak. Nie długo też potem dostaliśmy rozkaz do wymarszu. Był to wieczór, ja właśnie stoję już gotowy pod bronią, a tu przybiega moja Dolores i mówi mi z płaczem:

— Ach, zostań, zostań! Cóż ja tu pocznę, nieboga? Tem mi serce zakrwawiła, bo i ja o niej ciągle myślałem.

— Widzisz sama, odrzekłem, że broni rzucać nie mogę! Może później wrócę, ale teraz... Nie mogłem skończyć, bo mi głos w gar­dle uwiązł.

— Ona milczała chwileczkę, poczem znów odezwała się:

— Mój kochany, nie chcę być przyczyną twego nieszczęścia, więc idź z Bogiem! Weź jednak przynajmniej te pieniądze na drogę sobie, a nie zapominaj o nas.
Stokrotniem ucałował jej ręce, dziękując za wszystkie dobrodziej­stwa jak najserdeczniej. Prosiłem, aby uściskała odemnie Alonza, matkę i siostrę.

Wtem zakomenderowano do szeregu. Dolores spojrzała na mnie, mnie się łza zakręciła w oku i w jej oku widziałem Izy. Ze spuszczoną głową odeszła. Ja też z ciężkiem sercem ruszyłem z miejsca.

Później byliśmy znowu w Santofe, i ledwie kurz z nogi otrze­pałem, pobiegłem do domu Alonza. Ale już tam żywej duszy nie zastałem, bo wszyscy byli uciekli przed Francuzami, którży po nas zajęli byli to miasto. W Santofe tom jeszcze widział ciekawego, że tam był dawniej jakiś król Maurów zabity. Nad bramą była jego głowa i ręce na krzyż złożone z kamienia. Ciało zaś jego miało być pochowane w Grana­ dzie na placu Defin, gdzie był pomnik jego, a w nim co wieczór paliły się dwie latarnie.

_____

Jakub Daleki, Wspomnienia mojego ocja z wojen Napoleońskich, Nowe Miasto, Drwęca, 1928