Saragossa

starożytna stolica Arragonii liczyła 50 tysięcy mieszkańców, kilka tysięcy żołnierzy i po­wstańców z okolic pod naczelnym ‘dowództwem Palafoxa. Nie tu miejsce opisywać Saragossę, w której każdy kamień nieomal zlany jest krwią polską; dość wspomnieć, że było to miasto na wskroś średniowieczne.

W chwili gdy jenerał Lefebre ruszył ku Saragossie w d. 15 czerwca, poprzedzany przez dwa szwadrony lansyerów i pierwszy pułk nad­wiślański, starożytna stolica Arragonii liczyła 50 tysięcy mieszkańców, kilka tysięcy żołnierzy i po­wstańców z okolic pod naczelnym ‘dowództwem Palafoxa. Nie tu miejsce opisywać Saragossę, w której każdy kamień nieomal zlany jest krwią polską; dość wspomnieć, że było to miasto na wskroś średniowieczne. Zpoza zębatych obwo­dowych murów, strzelały pod wiecznie błękitne niebo Arragonii wieże czterdziestu klasztorów, siedlisko całych tysięcy mnichów, pełnych fana­tyzmu religijnego i patryotycznej egzaltacyi. Zpomiędzy licznych i bogatych kościołów, brzmiał na całą Hiszpanią rozgłośną sławą kościoł Nuestra Seniora del Pilar, do którego pielgrzymują do cudami słynnego posągu Najświętszej Panny, stojącej na wysokim słupie jaspisowym.

Gdy przednia straż niewielkiego korpusu je­nerała Lefebre - Desnouettes , złożona, jakeśmy rzekli, z lansyerów i pierwszego pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej, ukazała się w pobliżu Saragossy, Palafox wystąpił na czele 5000 Hiszpanów na drogę do Epili i postanowił jeszcze raz, w obliczu stolicy, stoczyć z nieprzyjacielem otwartą walkę w polu. Niestety! walkę tę mu­sieli wytrzymać Polacy.

Pozycya Hiszpanów była bardzo dobra. 'Czoło linii zasłonięte było gęstym laskiem oliwnym, wśród którego kryli się tyralierzy; lewe zaś skrzydło opierało się o jeden z kanałów, któremi cała okolica Saragossy była poprzecinana. Jenerał Lefebre rozpoznawczy pozycyą, nakazał przedniej polskiej straży, pod wodzą pułkownika Ghłopickiego rozpocząć atak.

Polacy poszli i wkrótce wyparli Hiszpanów z pozycyi zmusili ich do schronienia się za mury miasta i zdobyli dwa działa.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Hiszpanie uniesieni byli radością z pierwszego, jakie otrzymali nad Francuzami, zwycięstwa, ale zarazem poznali w czem ich siła leży. Postano­wili przygotować się do walecznej, upartej obrony stolicy Arragonii. Pozataczali działa w bramy, porobili strzelnice w mucach, pobudowali bary­kady po wszystkich ulicach, klasztory i znaczniej­sze budowle przemieniali w istotne twierdze i to wszystko z taką szybkością i precyzyą, że jeżeli Saragossa w d. 15-tym czerwca mogła być wzięta nagłym napadem, oczywiście ze znaczniejszemi siłami niż kilka kompanij polskich, bo w d. 11-tym już to było niemożliwem i trzeba było formalnego oblężenia.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

1811 rok.

Prze­bywszy Arragonią, dostaliśmy się do Saragossy, czyli ra­czej do rozwalin tego bohaterskiego miasta. W całem mieście niebyło jednego domu, którenby nie nosił na sobie piętna wojny. Wokoło miasta ogrody wycięte lub spalone, ziemia leżąca odłogiem, a w środku niej Saragossa, jak pomnik wśród cmentarza z napisem: wy­trwałość i męztwo!

Znaleźliśmy wSarngossie rodaka Suligewskiego, ofi­cera od piechoty, któren ożeniwszy się z Hiszpanką, wziął dymissyą i tam pozostał. On nas zapoznał z familią żo­ny, u której, uczęszczając podczas naszego pobytu w Saragossie, słyszałem oddawane przez mieszkańców pochwały talentom wojskowym marszałka Moncey; Sucheta z uwielbieniem wspominano, a gienerała Chłopickiego i półkownika Klickiego, nazywano bohaterami.

Stary ksiądz kanonik, stryj żony Suligowskiego, zapytał nas je­dnego razu: „Dlaczego Polacy tej samej religii co Hi­szpanie, są jednak ich nieprzyjaciółmi? czyśmy kiedy wasz kraj naszli, wasze mienie zabrali, wasze znaczenie zniszczyli? Powiedzcie otwarcie, dlaczego się tak ślepo za cudzą sprawę poświęcacie? Nie możecie się pomie­ścić wygodnie na waszej ziemi, szukacie u Francuzów chleba? to przyjdźcie do nas, i my wam chleba damy, a będziecie braćmi naszemi.” Trudna była odpowiedź na wyrazy prawdy wyrzeczone przez starca; westchną­łem głęboko, a westchnienie moje może i on zrozumiał!

W Saragossie czekaliśmy aż się zbierze cały konwojwy­ syłany do Francyi, któren skoro się sformował, ruszyliśmy w drogę.

_____

Kajetan Wojciechowski, Pamiętniki moje z Hiszpanii, wydał Leon Potocki, Drukarnia Stanisława Strąbskiego, Warszawa 1845

Oto są dzieła które Aragouczykowie zrobili na obronę swego miasta. Jeżeli więcej nie zdziałano, jeżeli w wznie­ sionych fortyfikacyach były znaczne uchybienia, daje Cavallero za przyczynę: że brakowało czasu, że musiano dogadzać tym, którzy mieli bronić tych dzieł, pospólstwu, dla którego ważniejszą rzeczą był dobrze zaostrzony ko­niec palisady, aniżeli konstrukcya dzieła; „nareszcie, mó­wi, w Hiszpanii mamy amatorów fortyfikacyj, którym gdy­ by projektowano robotę stołu, odpowiedzieliby bardzo roz­sądnie, że nie są stolarzami, a którzy jednak nie będącinżynierami, chcą kierować robotą fortyfikacyj. W Sa- ragossie panowała największa czynność. Kto nie praco­ wał około fortyfikacyj, uczył się robić bronią. Kobiety szyły mundury, zakonnicy robili ładunki. Artylerya skła­ dała się ze 160 dział, z których sześćdziesiąt większego kalibru. Z tych część była wydobyta z kanału, gdzie ją jenerał Verdier po pierwszem oblężeniu zatopił. Aby uniknąć doświadczonego w pienvszem oblężeniu wysa­ dzenia na powietrze składu prochu, uradzili Sarogossanie, żeby go robić tylko na potrzebę codzienną; materyałów miała Saragossa aż do zbytku. Składy pocisków były ogromne. Magazyn inżynierów opatrzono dostatecznie we wszystkie potrzeby. Każdy mieszkaniec miał bróu; do­ dała jej Anglija w skutek umowy zawartej przez jene­ rała Doyle z Palafoxem.

_____

Józef Mroziński, Oblężenie i obrona Saragossy w latach 1808 i 1809, ze względem szczególniejszym na czynności korpusu polskiego, wydał Biblioteki Polskiej, Kraków 1858

Tu otrzymali rozkaz uda­nia się pod Saragossę, gdzie dzielny Palufos, zebrawszy liczne hufce Hiszpanów, zginąć ra­czej niż poddać się zaprzysiągł. Rozpoczął się bój krwawy — dzień i noc ryczały działa.

Francuskie szeregi wraz z pułkami polskimi zdobywając słynne szańce, codziennie nową okrywały się sławą, lecz równocześnie ileż tam bohatyrów poległo śmiercią walecznych! — Mimo tego wierni hasłu swego dowódzcy Hi­szpanie po stracie ostatnich okopów, z każdej ulicy z każdego domu nową tworzyli waro­wnię i bronili się w niej do upadłego. — Tak, gdy dnia jednego polscy groriadjerzy brali szturmem dom rozpaczą przez Hiszpan bro­niony — padł Michał Troczak, walczący za­wsze na czele swych kolegów, ugodzony śmier­telnym strzałem. Porwali go na ręce stroskani koledzy, chcąc mu dać prędki ratunek, lecz on lepiej od nich wiedział, że koniec jego ży­ciu, że już nigdy nie zobaczy rodzinnej za­grody i wyrzekł stłumionym głosem: dziękuję wam kochani koledzy! już dla mnie pomoc tego świata, zbyteczną: rozepnijcie mi mundur i wydobąćcie woreczek, który od czasu opu­szczenia ukochanej Ojczyzny zawsze nosiłem na sercu. Wykonano pospiesznie, czego żądał, lecz jakież było ich zdziwienie, gdy ów wore­czek z polecenia umierającego grenadjera otwo­rzyli i znaleźli w nim garstkę zeschłej ziemi.

— Jest to droga nasza ziemia ojczysta, któ­rej już nigdy nie ujrzę. Skarb ten nosiłem z sobą w przeczuciu dzisiejszej godziny; przysy­pcie nią oczy moje, gdy Bóg ducha zabierze. Pozdrówcie moję rodzinę i powiedźcie jej że w Hiszpanii pod polską spocząłem ziemią!

Ostatnie to były słowa polskiego gre­nadjera! Koledzy przysypali jego oczy drogą ziemią, skropili ją cichą lecz serdeczną łzą, a potem w milczeniu — wśród szeptu modlitwy i żalu westchnień złożyli zwłoki w ciemny grób, nad którym w godzinie wzniosła się wysoka mogiła, dłońmi druchów usypana.

_____

Stanisław Hempel, Z czasów napoleońskich : wspomnienia wojenne Stanisława Hempla b. kapitana pułku Gwardji ułanów polskich Napoleona I., Łukasiewicz, Lwów, 1885