Toledo

Jest to najstarożytniejsze i największe miasto w starej Kastylji, odebrane było Maurom za króla Alfonsa V w 1085 roku. Miasto leży na wyniosłości nad rzeką Tagiem otoczoną na około stromemi i spadzistemi skałami. Rzeka Tag podpływa pod samą bramę Madrycką i krążąc na około przepływa pod tąż samą bramę z drugiój strony, z tego dopiero miejsca odchodząc dalej, tak że tylko przez bramę suchą nogą można przejść do miasta.

Przybywszy do tego miasta i przenocowawszy, dnia następnego ruszyłem dalej. Wypadało całe stado przepędzić przez rynek miasta, lecz z przyczyny wąskiej i ciasnej ulicy tak się owce ścisnęły, że niepodobna było w żaden sposób naprzód ich popędzić, albo się pomiędzy niemi przedostać. Po wielkich trudach przecisnąłem się przez zgromadzone zwierzątka aż do rynku, chcąc zobaczyć co je powstrzymywało. Na rynku artyllerya francuzka w znacznćj liczbie ustawiła park z armat, furgonów i wozów z prochem. Owce dostawszy się pod koła i lawety tak się ścisnęły, że w żaden sposób nie można było ani ich naprzód pędzić, ani w tył cofnąć. Kiedym się tśm zdarzeniem kłopotał, przystąpił do mnie Marechal des logis (szef żandarmów) zapytując, czy to ja mam pod swą komendą te stado, a gdym mu na to potwierdzającą dał odpowiedź, wezwał abym się stawił u marszałka Yictora Kiedym przybył marszałek zapytał mnie z jakiej jestem armii, korpusu, dywizyi i pułku, na co odpowiedziałem mu po francuzku krótko i węzłowato. Na to rzekł mi ażebym sobie poszedł ze swą. armią tam zkąd przybyłem, dodając: „Zrabowaliście jak widać całą tę okolicę, skoro pędzicie takie duże stado owiec, zabronię dać wam paszy, lub zabiorę stado.“ Odrzekłem mu że wypełniam rozkaz mojej zwierzchności przed którą byłbym odpowiedzialnym, gdybym pozwolił zabrać sobie stado. Marszałek rozgniewany moją śmiałą lecz sprawiedliwą odpowiedzią, zagroził mi aresztem, w końcu rozkazał swoim grenadyerom utorować przejście pomiędzy stadem. Owce i kozy które były w lynku polecił mi oddać, z warunkiem aby je zaraz dalej popędzić, co też niebawem nastąpiło; lecz najpiękniejszą część stada, która się w wązkiej ulicy zatrzymała, zabrał dla siebie, odrazu więc tanim kosztem pozbyłem się przeszło 3,000 owiec i kóz. Prawo mocniejszego sprawdziło się i na mnie. Z resztą stada, wynoszącego do 2,000 sztuk, pomaszerowaliśmy z wielką trudnością do Toledo, tu zdawszy swój transport komisarzowi wojennemu (Comissaire de guerre) udałem się do pułku, który pod miastem w koszarach był rozkwaterowany. Biały pies Toma, stały opiekun i towarzysz swego stada, nie opuścił takowego aż do końca i tak się do żołnierzy eskortującej kompanii przywiązał, że im wszędzie w marszach towarzyszył. W bitwie pod Almoaaci stworzenie to zostało ciężko ranne w nogę, tam więc pozostało i nie widzieliśmy go już więcćj. W Toledo przynajmniej mogliśmy cokolwiek odpocząć, spędziliśmy tam bowiem trzy miesiące.

_______

Stanisław Broeker Pamietniki z wojny hiszpańskiej (1808 - 1814), Unger Józef, 1877 Warszawa, PAN Biblioteka Kórnicka

Toledo unikło rabunku, mieszkańcy przeto byli spokojni. We wszystkich domach panowała cisza oraz porządek; skutkiem pozakładanych magazynów, każdy żołnierz dostawał codziennie wyznaczoną racyę, składającą się z dobrego wina, chleba, ryżu, mięsa i słoniny, Urządzono dwa wielkie szpitale mogące pomieścić do 2000 chorych, takowe były zbudowane przez Hiszpanów, ale przez Francuzów ulepszone.

Jest to najstarożytniejsze i największe miasto w starej Kastylji, odebrane było Maurom za króla Alfonsa V w 1085 roku. Miasto leży na wyniosłości nad rzeką Tagiem otoczoną na około stromemi i spadzistemi skałami. Rzeka Tag podpływa pod samą bramę Madrycką i krążąc na około przepływa pod tąż samą bramę z drugiój strony, z tego dopiero miejsca odchodząc dalej, tak że tylko przez bramę suchą nogą można przejść do miasta. Brama ta jest obwarowana, miasto zaś nie posiada żadnych forty fikacyj. W kształcie wysokiego muru zasłaniają go spadziste i nieprzystępne skały, na których widzieć się dają starożytne bastiony, tym sposobem brzegi Tagu są prawie niezdobyte. Chroni to miasto od napadu nieprzyjaciół głównie ze strony zachodniej i południowej, czego następnie obszerniej dowiedzie historya oblężenia; pomimo to nie mogło by jednak czas dłuższy wytrzymać wielkiego oblężenia. Chociaż otaczające góry bronią miasto dostatecznie, jednakże dwa piękne kamienne mosty rzucone na Tagu, jeden ze strony wschodniej a drugi zachodniej opatrzone są silnemi wieżami.

_______

Stanisław Broeker Pamietniki z wojny hiszpańskiej (1808 - 1814), Unger Józef, 1877 Warszawa, PAN Biblioteka Kórnicka

Na górze, wprost miasta stoi starożytny za­mek maurytański, opatrzony wieżami. Leży on na południe od Toledo. W środku miasta jest zamek zbudowany przez Karola V który służył nam za koszary. Miasto zbudowane jest ciasno, ulice wązkie i krzywe jak w Madrycie, idą pod górę lub zbiegają na dół. Była tu niegdyś rezydencya Arcybiskupa Pry­masa hiszpańskiego którym był zwykle książę krwi królewskiej. W Toledo liczono wtedy 40 kościołów i klasztorów, licząc na każdy przecięciowo po 10 mni­chów było ich wszystkich około 400. Kościół kate­dralny godzien jest widzenia pod względem arcydzieł, ozdób i rzeźby; obok niego stoi pałac arcybiskupa z dwu i trzypiętrowym gankiem wspartym na dachach domów wychodzących na katedralną galeryę, przez którą dozwolonem było arcybiskupowi przechodzić do katedry podczas niepogody; boki tego ganku opatrzo­ne są szklannemi szybami. Ponieważ zakonnicy pou­ciekali zajęliśmy na pomieszkanie ich cele. Niegdyś istniały tu sądy najwyższej inkwizycyi, które dla do­bra ludzkości, z rozkazu króla Józefa Napoleona cał­kowicie zniesione zostały w dniu 4 Grudnia 1808 r.

_______

Stanisław Broeker Pamietniki z wojny hiszpańskiej (1808 - 1814), Unger Józef, 1877 Warszawa, PAN Biblioteka Kórnicka

Więzienie inkwizycyjne w Toledo jeszcze pozostało, za naszem przybyciem uwolniono wszystkich więźniów. Zgrozą przejmował się człowiek widząc takiego wypuszczonego i słysząc opowiadania strasznych cierpień, jakich’ siedząc w ciemnem podziemiu doświadczał.

_______

Stanisław Broeker Pamietniki z wojny hiszpańskiej (1808 - 1814), Unger Józef, 1877 Warszawa, PAN Biblioteka Kórnicka

Będąc w Toledo, gdzie wiele i wielkie widziałem kościoły, poszedłem raz do kościoła. Wchodzę i oddaję najprzód pokłon Bogu,a potem podnoszę oczy na ludzi, a tu wszystko w czerni. Najsłod­sze Imię Jezus, myślę sobie, czy ja tu między potępieńcami? Ale przychodzi do mnie człowiek, — pewien kościelny — i widząc mnie klęczącego, bierze mnie pod rękę i prowadzi. Jużem myślał, że żywo nie wyjdę na świat, a tu on prowadzi mnie na gradus ołtarza wielkiego i każe uklęknąć obok księdza. Klękam i mówię sobie pobożnie pacierz po polsku, jak mnie matka nauczyła, a oni z księdzem odmawiali sobie pewnie litanją, bo ciągle odpowia­dali księdzu tak jakby „Módl się za nami*. Skończyli, a mnie znowu ów człowiek, odprowadza do drzwi i mówi do mnie: „bono kataliko romano", to jest: dobry katolik rzymski. Poszedłem jeszcze raz z innymi towarzyszami do tego kościoła. Ale że oni zaczęli rozmawiać i śmiać się, wyszedłem, żeby nie obra­żać Boga w kościele, a i Hiszpanie byliby nas mogli za to zabić.

_____

Jakub Daleki, Wspomnienia mojego ocja z wojen Napoleońskich, Nowe Miasto, Drwęca, 1928