Walencja

W czasie już tylokrotnie przez nas wspo­mnianego oblężenia Walencyi, gdy Hiszpanie ze wszystkich redut sypali ogień na oblegających, jeden z młodszych oficerów, opowiada naoczny świadek, chcąc okazać że gardzi niebezpieczeń­stwem, stanął sobie z założonemi rękami na szańcu zewnętrznym. Za jego przykładem poszedł zaraz drugi, trzeci, nareszcie znaleźli się na stoku porucznicy: Dobrzycki, Piątkowski, Sorawski, Brandt, Kupść, Niedzielski i jeszcze kilku i rozpo­częli pogadankę.

Otóż w czasie oblężenia Walencyi, w domu, w którym stał jenerał, Dobrzycki podczas jego nieobecności naszkicował węglem na ścianie Chłopickiego, jak w groźnej postawie udziela reprymandę podporucznikowi. Dobrzycki rysował nad­zwyczaj biegle, oddał więc siebie i jenerała tak wiernie, że na pierwszy rzut oka poznawał każdy przedstawione figury. Chłopicki wróciwszy na kwaterę, spostrzegł zaraz rysunek.

— Kto to wyrysował? — zapytał się ostro.

Gdy mu powiedziano, że artystą był sam pod­ porucznik Dobrzycki, rzekł z uśmiechem :

— Ślicznie, ani słowa, ale wistocie nie tak znowu źle jest między nami.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

W czasie już tylokrotnie przez nas wspo­mnianego oblężenia Walencyi, gdy Hiszpanie ze wszystkich redut sypali ogień na oblegających, jeden z młodszych oficerów, opowiada naoczny świadek, chcąc okazać że gardzi niebezpieczeń­stwem, stanął sobie z założonemi rękami na szańcu zewnętrznym. Za jego przykładem poszedł zaraz drugi, trzeci, nareszcie znaleźli się na stoku porucznicy: Dobrzycki, Piątkowski, Sorawski, Brandt, Kupść, Niedzielski i jeszcze kilku i rozpo­częli pogadankę. W tem spostrzeżono jednego oficera jak krokiem mierzonym, spokojnie zdążał za obrębem stoków zewnętrznych prosto do grupy, zajętej konwersacyą na grzbiecie szańców.

— Moi panowie! — zagadnął przybyły — je­nerał zapytuje, co znaczy ta fanfaronada i oświad­cza, że nie życzy jej sobie stanowczo!

Wszyscy rozumie się zeszli w przykopy, po­ czem major Rechowicz, adjutant jenerała Chłopickiego, powrócił już drogą osłoniętą. „Dowie­ dzieliśmy się później, opowiada dalej rzeczony naoczny świadek, że jenerał wyraził się wpraw­dzie tak, jak nam powiedział adjutant, ale osta­tecznie przyznał, że odwaga tych młodych ludzi zasługuje na szacunek“.

_____

Zygmunt Lucyna Sulima, Polacy w Hiszpanii (1808-1812), Warszawa, Gebethner i Wolff, 1888 r.

Prze­szedłszy owe góry, ujrzeliśmy się w kraju, któren śmiało ziemskim rajem nazwaćby można. Kraj piękny, urodzajny, wszędzie lud ochędożnie ubrany, czerstwy i wesoły, wpośród drzew owocowych, około uprawy roli pracujący. Wszędzie domy porządne, w których wygo­dne znajdowaliśmy kwatery, przyjmowani uprzejmie, z wielką gościnnością, i do sytości karmieni. Nigdzie ani wzmianki o partyzantach, o rozbojach po drogach, o niebezpieczeństwie w podróżach. Wszędzie opieka rządu i sprawiedliwość, wszędzie też imię marszałka Soult wspominane ze czcią i uszanowaniem.

Klimat umiarkowany, od północy zasłonięty górami, od połu­ dnia Srodziemnem morzem oblany. Pomiędzy drzewami okrytemi doskonałemi owocami, Walencyanie sieją ryż, kukurydzę, i inne zboża. Skoro jedno zbiorą, natychmiast drugiem zasiewają pola, do polewania zaś pól lub ogro­dów, mają w kanałach wodę, którą za pomocą śluz za­trzymują lub wypuszczają, stosownie do potrzeby.

Miasto stołeczne Walencyą znaleźliśmy schludne, do­my w niem porządne i wygodne, ulice szerokie, kościoły i gmachy publiczne wspaniałe, place obszerne, liczne sklepy napełnione bogatemi towarami, ruch mieszkań­ców wielki. Byłto właśnie dzień niedzielny; książę Dalmacyi otoczony licznym sztabem, i żona, jego w towa­rzystwie pięknych kobiet, udali się do świątyni pańskiej na nabożeństwo.

Duchowieństwo, władze miejskie, i lud zgromadzony, z radością witali marszałka, przed którym po nabożeństwie, wojsko składające miejscowy garnizon, przedefilowało na rynku przy odgłosie muzyki. W W alencyi połączyłem się z Piotrem Rogojskim, a wyrobiwszy mu marszrutę, ruszyliśmy razem w dalszą drogę.

_____

Kajetan Wojciechowski, Pamiętniki moje z Hiszpanii, wydał Leon Potocki, Drukarnia Stanisława Strąbskiego, Warszawa1845